O MNIE, O TOBIE, O NAS…. JATYMY

Miałam ostatnio przyjemność przeczytać najnowsze dzieło Grażyny Lutosławskiej „Jatymy”. Jak już kilka osób stwierdziło, nowy gatunek literacki jatymy, mówiący o mnie, o tobie, o nas…. Ale i o nich, o niej, o nim. Grażyna Lutosławska w charakterystyczny dla siebie sposób: zwięzły, bez nadmiaru słów, a jednak skłaniający do refleksji i zadumy, opisuje nas osobno, nas razem, dzieci, ich postrzeganie świata, pary, ich relacje, młodych, starszych, życie, świat.

Zaskakujące widzenie spraw, świata. Niespotykane, często zadziwiające dialogi, nieoczekiwane zakończenia. Lub bez zakończenia. Sami w głowie dopowiadamy dalszą część. Zmuszające do myślenia, zastanowienia się, zauważenia, wyciągnięcia wniosków. Pokazują, że nie wszystko jest takie, jak my to widzimy. Autorka pokazuje, że dziecko widzi i myśli inaczej, że drobiazgi składają się na miłość i wspomnienia. A ludzka życzliwość potrafi roztopić obojętność i złośliwość. A niektóre rzeczy trzeba po prostu zaakceptować, niektóre przemilczeć. O ludzkiej naturze, naszych niedoskonałościach, wadach, zazdrości, oczekiwaniach. O marzeniach, podróżach, trosce. Nawet czytając o zwierzętach, ptakach, ich dialogach, przygodach, znajdziemy w tym siebie.

Czytajac ogarnia melancholia i spokój. Myśli same mkną w swą podróż. Mam kilka swoich ulubionych jatymów: „Ślad”, „Zdjęcie”, „Ten tego”, „Bajka o początku”, „Droga”, „Bajka o mrówkach”, „Wyścig”, „Słoń i słońce”, „Zając”, „Raj”, „Konfitury”, „Herbata”.

Pierwszy z ulubionych jatymów to „Zdjęcie „. Pozwolę sobie zacytować:

„- Miałaś taką piękną, niebieską sukienkę.

– Czerwoną.

– Z granatową kokardą.

– Różową.

– A kot był szary…

– Rudzielec, przecież pamiętam.

Siedzieli na ławce i wspominali pierwsze spotkanie: ona taka ładna, on – w nowym kapeluszu.

– Był taki elegancki… Szary.

– Czarny, smolisty jak u kominiarza.

Kot poszedł z nimi aż nad rzekę. Siedział obok, kiedy on brał ją za rękę. To właśnie wtedy ten fotograf zrobił im zdjęcie. Zobaczyli je później na okładce i kupili gazetę, którą ona wyjęła teraz z torebki.

-Człowiek się marszczy, to co dopiero papier – powiedziała i rozprostowała na kolanach wydartą z gazety okładkę.

– Widzisz?

– Widzę.

On ucałował jej dłoń, a ona się uśmiechnęła. I nic już więcej nie powiedzieli, wpatrzeni we wspomnienia i czarno-białe zdjęcie.

Poznajcie optymistyczne „Konfitury”:

„- Pół kilograma poproszę. – Kobieta wskazała skrzynkę z węgierkami.

– To nie smaży pani w tym roku powideł? – Właścicielka straganu sięgnęła po śliwki.

– Nie – odpowiedziała kobieta.

– Szkoda, bo mam dobrą węgierkę. – kusiła sprzedawczyni.

– Ale to byłaby kupcza – zauważyła kobieta.

– A jaka ma być? – Sprzedawczyni nie rozumiała.

– Osobiście zerwana z drzewa. – Kobieta posmutniała.

– Przecież Pani nie ma drzewa – zauważyła sprzedawczyni.

– Ogniska też nie mam – powiedziała kobieta i westchnęła. – Ani żeliwnego podwieszanego kociołka.

– Do tej pory smażyła Pani w starym prodiżu. – Sprzedawczyni przerwała ważenie. – Co się stało?

Kobieta wyjęła z torebki gazetę.

– „Porady praktyczne. Jak zrobić dobre powidła” – przeczytała ekspedientka. – To ja zważę pani pięć kilo, jak zwykle – powiedziała zdecydowanie. Wybrała wszystkie śliwki ze skrzynki i wyjęła spod lady „Poradnik młodego wędkarza”.

– Nie jeżdżę na ryby – powiedziała kobieta.

– Ani ja. – Ekspedientka, zanim odstawiła skrzynkę, wytarła jej dno gazetą.”

Kolejny z moich ulubionych: „Droga”. Posłuchajcie:

” – Trzymaj! – zawołała dziewczynka, ściskając rękę ojca.

Miała najwyżej cztery lata i starała się biec tak szybko jak on. Co jakiś czas potykało się jedno lub drugie. Śmiali się i biegli dalej.

– Trzymasz? – upewniła się dziewczynka, a ojciec mocniej ściskał jej dłoń.

Nie zauważyli krawężnika. Zanim ojciec stracił równowagę, zdążył puścić rękę córki.

– A mówiłam, żebyś się mnie trzymał. – Dziewczynka pokiwała głową i wyciągnęła dłoń w jego stronę.”

To są właśnie te zaskakujące pozytywne zakończenia, dające do myślenia lub będące powodem do uśmiechu. Czyta się je lekko, a one zabierają nas do swojego świata, czasem irracjonalnego. Optymistyczne i uspokajające. Idealny pomysł na niedzielny relaks.

Kolejne dzieło Pani Grażyny Lutosławskiej w szacie graficznej kolektywukilku.com. Pierwszy raz współpracowali z autorka przy „Bajkach od rzeczy”, co zakończyło się obustronnym sukcesem.

W niewielkiej ilości zdań ukryta jest ogromna treść, prawda i mądrość. Jatymy nieoczywiste, jakby urwane, niedokończone, nie przez przypadek. To czytelnik ma dopowiedzieć sobie brakującą treść albo morał. Ma się zdziwić, uśmiechnąć, zaskoczyć, zamyślić, westchnąć, ucieszyć, uspokoić. Na pewno nie pozostawia go obojętnego. W końcu to wszystko to ja, ty, my…….